|
Władysław Kozakiewicz – menedżer, trener, wielokrotny mistrz i rekordzista Polski w skoku o tyczce, rekordzista świata (5.78) i mistrz olimpijski z Moskwy (1980).
Lekkoatleta (187 cm, 82 kg) Bałtyku Gdynia (1965-1985) specjalizujący się w skoku o tyczce. Trening rozpoczął pod okiem starszego o pięć lat brata Edwarda, po czym opiekę nad zdolnym tyczkarzem przejął Walenty Wejman. Jako 19-latek (1973) został po raz pierwszy nie tylko mistrzem, ale i rekordzistą Polski. 23-krotny reprezentant kraju w meczach międzypaństwowych 1973-1984 (23 starty, 13 zwycięstw indywidualnych), 2-krotny rekordzista świata: 5.72 (11 maja 1980 Mediolan) i 5.78 (30 lipca 1980 Moskwa), który był też jego rekordem życiowym, także 8-krotny rekordzista kraju (od 5.35 w 1973 do 5.78 w Moskwie) i 7-krotny mistrz Polski (1973, 1976-1979, 1981, 1984) oraz 4-krotny w hali (1977, 1979, 1980,1981). Był to rok szczytowych osiągnięć gdyńskiego tyczkarza. Po ustanowieniu rekordu świata w Mediolanie (maj), na igrzyskach w Moskwie (30 lipca), mimo absencji tyczkarzy USA, spotkał wszystkich najlepszych z aktualnym rekordzistą świata Francuzem Vigneronem (5.77). Jak burza przechodził za pierwszym razem wszystkie wysokości nokautując rywali. Chcąc za wszelką cenę wykorzystać wyjątkową dyspozycję Polak, walcząc już samotnie, pobił za jednym zamachem rekord Polski i świata (5.78). W trakcie pasjonującego pojedynku, kiedy w pobitym polu pozostali także dwaj reprezentanci ZSRR (Wołkow, Kulibaba), moskiewska publiczność w sposób zbyt żywiołowy i nieprzyjazny (gwizdy) reagowała na wyczyny Polaka, który zdenerwowany pokazał widowni zgiętą w łokciu rękę. Ten niezwykle ekspresyjnie wykonany gest (uznany zgodnie z intencją za nieprzyjazny) otrzymał potem nazwę "gestu Kozakiewicza". "Wściekłem się na te gwizdy i musiałem im pokazać, co o nich myślę i co mi w tym momencie mogą ... a w ogóle jestem dumny, że ten wypięty kułak połączono z moim nazwiskiem" - powiedział po latach. Polska radość na moskiewskim stadionie była tym większa, że Tadeusz Ślusarski zdobył medal srebrny, a trzeci z Polaków Mariusz Klimczyk był w finale szósty. Inne znaczące sukcesy mistrza olimpijskiego: 1-krotny uczestnik mistrzostw świata w Helsinkach (1983), gdzie zajął ex aequo 8 m. (5.40) i Pucharu Świata w Düsseldorfie (1977) gdzie był 2 (5.55). 2-krotny uczestnik mistrzostw Europy: w Rzymie (1974) był 2 (5.35), a w Pradze (1978) 4 (5.45). Podczas 5-krotnego uczestnictwa w finałach Pucharu Europy (1975, 1977, 1978, 1979, 1981) był dwukrotnie 1: w Nicei (1975) z wynikiem 5.45 i w Helsinkach (1977) z rezultatem 5.60. Z HME (7 startów) przywiózł 4 medale, 2 złote: San Sebastian (1977), gdzie skoczył 5.51 i z Wiednia (1979), gdzie w finale uzyskał wynik 5.58. Dwa medale brązowe zdobył w Katowicach (1975) i Mediolanie (1982). Był także dwukrotnie złotym medalistą Uniwersjady: w Sofii (1977) z wynikiem 5.55 i Meksyku (1979), gdzie skoczył 5.60. Był tyczkarzem wspaniałym, ale zawodnikiem trudnym i często niesubordynowanym, wchodzącym w konflikt z obowiązującymi przepisami. Zaskoczył wszystkich nagłym wyjazdem (wraz z całą rodziną) do Niemiec (1985), gdzie przyjął obywatelstwo RFN, startując w jej barwach (ustanowił nawet rekord RFN -5.70). Okoliczności wyjazdu jak i jego echa (nieprzyjazne dla Polski), przyczyniły się do spadku popularności tyczkarza w kraju. Powrócił do Gdyni, gdzie wstąpił do AWS (1998) i został radnym (przew. Komisji Sportu Zaprzyjaźnionych Miast Nadbałtyckich). Najlepszy sportowiec Polski w plebiscycie czytelników "PS" (1980), trzykrotny zdobywca "Złotych Kolców" (1975, 1977, 1980), odznaczony m. in. złotym, srebrnym Medalem za Wybitne Osiągnięcia Sportowe oraz Krzyżem Kawalerskim OOP (1980). Autor książki Gest Kozakiewicza (1990). Żonaty (Anna Balmas jest magistrem rehabilitacji ruchowej), ma dwie córki: Katarzynę (1979) i Małgorzatę (1983). Mieszka w Gdyni.
|